bjag

napisał o Złodziej w hotelu

Kto był pierwszym Jamesem Bondem? Prościzna, wszyscy wiedzą, że Sean Connery. A kto był Bondem kolejnym? Tutaj odrobinę trudniej. Niektórzy się zająkną i odpowiedzą, że Roger Moore, zapominając o jednostrzałowym, kontrowersyjnym Lazenbym. A kto był Jamesem Bondem przed Connerym? Yyyyy... O co chodzi? Ano, proponuję eksperyment myślowy: Gdyby pierwszy film o przygodach 007 powstał na wiele lat przed premierą „Dra No”, kto najlepiej sprawdziłby się w latach 50. w tej roli? Po obejrzeniu „Złodzieja w hotelu”, eklektycznej kombinacji kryminału, kina sensacyjnego i romansu, nie mam wątpliwości, że doskonałym przedconnerowym Bondem byłby Cary Grant, osobnik tajemniczy, szarmancki, zwinny i gdy przychodzi co do czego, niebezpieczny. „To Catch a Thief” (dlaczego nie przetłumaczono tytułu na wierniejsze i swojskie „Łapaj złodzieja”?) nie jest może pierwszorzędnym wśród filmów Hitchcocka, ale z pewnością niewiele mu brakuje. Oglądajmy zresztą dla Grace Kelly, która wygląda tu jak milion dolarów.