bjag

napisał o Morderstwo w Orient Expressie

Na początku finałowego rozdziału Hercules Poirot w akcie – pozorowanej? – desperacji pokazuje pannie Debenham listę dziesięciu pytań, na które nie potrafi znaleźć odpowiedzi. Gdzie mi tam do arcybłyskotliwego Poirot; moja skromna lista składa się z trzech pozycji. Czy najnowsza, iskrząca od hollywoodzkich gwiazd wersja „Morderstwa...” się broni? Jako tako, głównie za sprawą budżetu i genialnego pomysłu na zagadkę kryminalną. Bądź co bądź, literacki pierwowzór spod pióra A. Christie uchodzi za jeden z najlepszych kryminałów wszech czasów. Pytanie drugie: Czy Kenneth Brannagh sprawdza się jako Poirot? Ja go kupuję, aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że w tej kreacji szekspirowska charyzma odesłała do lamusa kanoniczną zdziwaczałość. Miłośnicy Davida Sucheta będą niepocieszeni. I wreszcie: Czy film ogląda się z napięciem? Niestety nie. Środkowa część, w której Poirot przesłuchuje podejrzanych i rozwiązuje ponurą zagadkę, została położona. Ciekawe, jak z materiałem poradziłby sobie Fincher.